piątek, 14 lutego 2014

60.

Co tu dużo mówić. Nie cierpię, nie znoszę, mam dość widoku obściskujących się par na ulicy. Ledwo wyszłam dzisiaj z domu i już chciałam wracać. Z racji tego oglądnęłam pierwszy lepszy film znaleziony o walentynkach.

Nie Cierpię Walentynek (2009)


Genevieve (Nia Vardalos) jest właścicielką kwiaciarni w sercu Brooklynu. Ma ona specyficzne podejście do randek: ściśle przestrzega zasady w myśl której, każda znajomość kończy się na piątej randce. W ten sposób nigdy nie zostaje porzucona i nie cierpi z tego powodu. Poznaje jednak Grega (John Corbett). Jest on przystojny i zabawny. Zanim zdadzą sobie z tego sprawę ich znajomość przeradza się w głębsze uczucie. Czy ta nowa sytuacja sprawi, że Genevieve przemyśli swoje zasady w sferze miłości? 

Oglądając to cieszyłam się, że trafiłam na film o takiej fabule. Bałam się, że trafię na jakieś nudne romansidło, w którym oboje z głównych bohaterów nie może sobie poradzić ze swoimi uczuciami. To fakt, że częściowo tak było, jednak dużym plusem były charaktery głównych postaci. Genevieve jest pewną siebie, wesołą, zabawną kobietą. Dopiero po czasie okazuje się dlaczego taka jest. Przyczyną jest jej ojciec, który zdradzał jej matkę i tym samym zmienił nastawienie do mężczyzn. Natomiast Greg był.. oddanym, starającym się o nią, może nawet nieśmiałym facetem, któremu udało się na nowo zmienić nastawienie do płci przeciwnej. 

Film nie jest rewelacyjny. Lubię komedie, ale wydają mi się zbyt proste. Jednak film jest warty oglądnięcia.

+ jeśli ktoś ma ochotę, jutro o 20.00 jest na tvn :3 ja oglądnę jeszcze raz, czemu nie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz