czwartek, 6 lutego 2014

55.

Jak kiedyś nie znosiłam oglądać filmów, to teraz uwielbiam. Jeśli oglądałam jakiś film to musiał być jakiś klasyk, np. Zielona Mila albo Titanic. Od kilku dni oglądam po około dwa filmy dziennie. Nie ograniczam się co do gatunków, staram się spróbować wszystkiego. W ciągu tych kilku dni wstrząsnęły mną te filmy:

1. Pianista. Już sam fakt, że reżyserem był Polański mnie upewnił, że to będzie kawał filmu. Potem, gdy zobaczyłam, że to film o sytuacji żydów w Polsce podczas II wojny światowej, trochę się zraziłam. Nic do nich nie mam, uwielbiam je, ale ile można? Pomyślałam, że jeśli akcja będzie toczyła się tak jak w innych tego typu filmach, wyłączam. Ale nie wyłączyłam. Nie byłam w stanie oderwać się od laptopa. A krócej - rewelacja. To pierwszy film, po którym nie byłam w stanie nic powiedzieć. Siedziałam w pokoju i nie widziałam co ze sobą zrobić. Dopiero po jakimś czasie mi przeszło. Jak do tej pory to najlepszy, najbardziej szczery i prawdziwy film jaki widziałam. 


2. Hitler: Narodziny Zła. Ten film tak naprawdę oglądałam wiele razy, ale nigdy nie na tyle uważnie, żeby się w niego wczuć. Wczoraj się do niego przysiadłam i szczerze mówiąc, moje zdanie na jego temat się nie zmieniło. Mało o nim wiedziałam - wydawał mi się genialny. Oglądnęłam cały bez wstawania z fotela - przekonałam się co do niego. Może to dziwne, ale lubię takie filmy. Biograficzne, wojenne, zwłaszcza jeśli chodzi o II wojnę światową i holokaust. To samo się tyczy książek. 


3. Bruce Wszechmogący. Dla odmiany teraz komedia, ale zmuszająca do przemyśleń. I to jest plus. Większość komedii są kręcone tylko po to, żeby zapewnić odbiorcy rozrywkę. Ten film pokazuje wady i zalety bycia Bogiem. Na początku byłam zdziwiona widząc takie połączenie, ale w końcu się skusiłam go obejrzeć. Co prawda, to nie arcydzieło, ale jest naprawdę dobre. I jako komedia i jako film dający do myślenia. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz