poniedziałek, 8 lipca 2013

40.

Nooo, dawno nie pisałam. Myślałam nad tym i doszłam do wniosku, że opiszę każde ważniejsze wydarzenie od ostatniego wpisu, czyli od wianek.

Koncert NoName: 25 czerwca, z tego co pamiętam to 19.00. Na miejsce dojechaliśmy ciut za późno, około 19.30. Na pewno, zanim by się rozłożyli to by trochę minęło. Wydaje mi się, że przegapiłam pierwszy kawałek z płyty, bo tylko jego nie słyszałam. Strasznie padało. Koncert mógł się odbyć w piwnicy albo w altance, jeśli byłaby ładna pogoda. Ale nie była. W piwnicy było fatalne oświetlenie, nie dałam rady zrobić wielu dobrych zdjęć. Kilka się udało, ale miałam nadzieję, że zrobię ich znacznie więcej. W końcu nie robiłam ich tylko dla siebie.
W ogóle, z tego co słyszałam to miał być koncert akustyczny. Nie wyszło D: I tak jestem pod ogromnym wrażeniem. Zobaczyć ich na żywo, to dopiero coś.




26 czerwca, moje urodziny: Nie spodziewałam się niczego wyjątkowego. Nigdy jakoś szczególnie nie obchodziłam urodzin. Rany, rok w górę, wielkie mi halo. Normalnie pojechałam do szkoły, były zwykłe lekcje. W sumie, w szkole było wtedy około dziesięciu osób. No ale, przed wf dostałam prezent od dziewczyn. Nie wiem jak to mam opisać, takie wielkie łał c: Wiedziałam, że szykowały prezent dla Ani, ale nie spodziewałam się, że dla mnie też. 



29 czerwca, wielkie demolowanie kuchni Strzesi: W Sibro organizowany był wieczór.. w którym wszyscy znosili swoje wypieki. Ten, kto upiekł najlepsze ciasto/ciacha/inne cudo, dostawał kawę! Nic nie dostałam XD Ciasto moje, Marleny i Strzesi wyglądał jak taki rozjechany placek. Ale był dobry. Nawet bardzo. Miała wyjść napoleonka, a wyszło.. coś tam wyszło. Przy okazji posiedziałyśmy tam, pogadałyśmy. Ogólnie, miły wieczorek.



2 lipca, wieczorek w Eszewerii: Kiedyś bywałam tam dość często, dokładnie w styczniu, chyba lutym też.. nieważne. Chciałam zaciągnąć tam dziewczyny. Z pewnych powodów czułam się tam dość dziwnie, bo pierwszy raz tam byłam z nimi. Dobrze mi to zrobiło. 



5 lipca, jeden wieeelki dzień z Asią (❤): Spotkałyśmy się głównie po to, żebym w końcu znaleźć dla mnie sukienkę na ślub wujka. Przy okazji kupiłam ciut więcej ciuchów. Obgadałyśmy sporo spraw, głównie sprawę dotyczącą naszego "interesu". No po prostu sprzedajemy ciuchy D: Ale troszkę ich jest, więc trzeba to jakoś ogarnąć. Najpierw zakupy, potem obiadek, następnie eszeweria. Przypomniał mi się ten styczeń/luty, jak przez kilka godzin potrafiłam z kimś w dwójkę przesiedzieć na łóżku. Wyżaliłyśmy się sobie, bo jak żeby inaczej, potem wróciłyśmy się do mnie do domu po aparat. No i na sam koniec zdjęcia.









A teraz, siedzę w domu. Od soboty kiepsko się czuję. Jestem słaba, mam drobne problemy z brzuchem. W końcu nie ma lepszego czasu na zdychanie niż wakacje ;_; Przeważnie, swój czas, gdy się tylko poczuję lepiej spędzam na rysowaniu. Nie uważam się za nie wiadomo kogo, po prostu to jest coś co lubię robić. Niekoniecznie mi się to udaje, ale chcę się poprawić. W gimnazjum potrafiłam cały dzień przesiedzieć rysując.. więc czemu nie. Na pewno nie zapomniałam jak się rysuje.








2 komentarze: