piątek, 15 lutego 2013

29.

Na dziesięć dni całkiem zapomniałam o blogu. Dzisiaj jak grzebałam w telefonie znalazłam ikonkę bloggera. No jak mogłam.
Chociaż, pewnie i tak nie miałabym kiedy napisać. Codziennie się na coś uczyłam. W poniedziałek uczyłam się na matematykę i robiłam prasówki na wos. We wtorek uczyłam się na historię i pisałam wypracowanie z angielskiego. W środę uczyłam się na francuski. W czwartek na biologię. A propos biologii, myślałam że mnie dzisiaj szlag trafi. Dokładnie słyszałam, zresztą nie tylko ja, że na następnej lekcji będzie pytać, całą godzinę, z dwóch ostatnich tematów. Siedziałam wczoraj, takie cuda wyprawiałam żeby cokolwiek zrozumieć z tych tematów, nauczyłam się. Tak myślę, bo gdy mnie rodzice pytali to mówiłam, w sumie sama nie wiem co, ale sprawdzali z podręcznikiem i jakbym go recytowała. A w ten sam dzień był jeszcze sprawdzian z chemii. Nie otworzyłam nawet książki, bo najbardziej mi zależało na biologii. A na co wyszło, przez kompletny nieogar profesorki, zapomniała o pytaniu i prowadziła normalnie lekcję, zaczęła nowy temat. A ja nie potrafiłabym do niej podejść i przypomnieć o odpowiedzi, nie dość że mogłabym sobie zaszkodzić to jeszcze klasie, bo gdyby mnie spytała to czemu by nie jeszcze kogoś innego. 
Jak zwykle wyszło tak jak nie chciałam. Nauczyłam się na biologię, nie pytała. Nie nauczyłam się na chemię, był sprawdzian. 
Ale za to mam 3 ze sprawdzianu z fizyki. Myślałam, że się rzucę na nauczycielkę ze szczęścia :3 Byłam pewna, że będę miała jedynkę.

Udane walentynki. Bardzo. Nawet jeśli mogłam kogoś urazić swoim zachowaniem. 
I dostałam kwiatki, nie wiem od kogo. Przyjechałam w czwartek do domu, ledwo się rozebrałam a mama mnie zawołała do pokoju, że ktoś mi kwiaty przysłał. Bukiecik mały, ale prześliczny. Gdybym jeszcze wiedziała od kogo to.

Boże boże boże. Nie wiem co w nim takiego jest, ale jest cudooowny ;_; 
Pokazałam jego zdjęcia mojej mamie. Stwierdziła, że by przed nim uciekała.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz