piątek, 16 listopada 2012

5.

Po wywiadówce. Nie byłam zaskoczona ocenami. Dałam z siebie wszystko, siedziałam po nocach, uczyłam się. Nawet na jedno cholerne 2 musiałam sobie zapracować. A co dzisiaj usłyszałam? Że się nie nadaję do takiej szkoły, że za wysoko postawiłam sobie poprzeczkę - krótko mówiąc, że jestem ostatnim debilem. Mama mnie doskonale rozumie, widzi, że się staram. Do reszty rodzinki nie dociera to, że to nie gimnazjum gdzie 5 dostawało się za ładne oczka.
Nie wiem za co się zabrać, żeby było dobrze. Cały czas. 1,2,3,1,2,3,1,2,3. Cztery jedynki. Dwie piątki, jedna czwórka, sześć trójek i trzy dwójki. Teraz pasowałoby powiedzieć, że trzeba się wziąć w garść, ale bardziej się już nie da.
Jutro jadę do Justyny. Może to coś pomoże, mamy się uczyć matmy. Ale coś czuję, że jak takie geniusze jak my się zaczną uczyć, to z tego nic dobrego nie wyniknie ;_;


Jak na razie mam plan nie brać się za żadne książki, czytanie, jakiekolwiek rzeczy związane ze szkołą. Biorę słuchawki i spędzam noc z Comą. Calutką.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz